
88 minut / 88 Minutes
grudzień 8, 200788 minut… jak dla mnie to przynajmniej o 80 za dużo.
|
|
Rok produkcji: 2007, USA, Niemcy Czas trwania: 95 minut Gatunek: Thriller Reżyseria: Jon Avnet Scenariusz: Gary Scott Thompson Zdjęcia: Denis Lenoir Montaż: Larry Webster Scenografia: Jeremy Stanbridge, Dominique Fauquet-Lemaitre, Tracey Gallacher Produkcja: Randall Emmett, Avi Lerner, George Furla, Gary Scott Thompson, Michael P. Flannigan, Jon Avnet Występują: Al Pacino, Alicia Witt, Amy Brenneman, Leelee Sobieski, Benjamin McKenzie |
Po obejrzeniu tego filmu czuję się jak małe dziecko, które 6 grudnia dostało od św. Mikołaja ślicznie zapakowany prezent, otworzyło go, a w środku znalazło skarpetki. Oczywiście nie mam nic przeciwko skarpetkom, ale co tu ukrywać, nie jest to prezent marzeń. Widziałem plakat promujący 88 minut, zobaczyłem Ala Pacino, obejrzałem i bardzo się zawiodłem. Może w pewnym sensie to moja wina, bo wyszedłem z założenia, że Pan Pacino to sprawdzona marka. Bez wątpienia tak jest, ale w pełnym pięknych jabłek koszu, zawsze znajdzie się jedno zepsute, albo takie, po którym człowiek dostanie niestrawności. 88 miut to właśnie ono…
Dawno nie oglądałem nowego, zgrabnie skonstruowanego thrillera. Może będzie nim 88 Minutes? – pomyślałem. Nie, nie będzie – stwierdziłem po seansie. Właściwie to nie po obejrzeniu, a w trakcie. Wystarczyło pierwsze trzydzieści minut, aby zapadł wyrok skazujący bez prawa do obrony. W polskim systemie prawnym istnieje tak zwane domniemanie niewinności. Dopóki podsądnemu nie udowodni się winy, jest on traktowany jako osoba niewinna. Wobec powyższego…
Scenariusz – najcięższe zarzuty to wtórność i naiwność. Nowy film z Pacino nie wnosi nic od siebie. Oglądamy sytuacje, które dobrze już znamy, postaci o cechach charakteru, przewidywalnych dla czterolatka, a mające zamieszać nam w głowie zwroty akcji są po prostu żenujące. Nie ma w nich ani grama zaskoczenia. Widz czuje, kiedy ciężkimi krokami zbliża się w jego kierunku punkt zwrotny. Poza tym niektóre sytuacje są rozwiązywane w sposób zupełnie abstrakcyjny, a zachowania głównych bohaterów to definicja irracjonalności. Ciężko przestraszyć, czy choćby zaskoczyć odbiorcę, nie zbliżając się nawet do realiów świata, w którym żyje.
Aktorstwo – na poziomie kina klasy B. Bez wyjątków. Nie podaruję nawet wielkiemu Pacino. Jego kreacja tak mnie znużyła, że momentami zapominałem o całej fabule i skupiałem się na ciekawszej kwestii, a mianowicie: Co skłoniło tę kultową już postać do gry w takim słabeuszu. Ze smutkiem przyznam, że żaden argument, oprócz finansowego, lub mało przekonujących aspektów towarzyskich, nie pasuje. Al zdecydowanie poniżej swoich możliwości, więc drażliwego tematu pozostałych aktorów nie poruszam. Tło dla tła.
Muzyka – nie wiem nawet czy jakaś była?! Jeśli mimo wszystko znalazła się w tutaj ścieżka dźwiękowa, to serdecznie przepraszam twórców, ale była tak miałka, że nie udało mi się jej wyłapać.
Reżyseria i montaż – tak jak film – przeciętność do kwadratu.
Wcielając się w rolę oskarżyciela powiem tylko na zakończenie, że nie mam więcej pytań. Wszystkich zgromadzonych na sali sądowej zapraszam do wyjścia i omijania, z pełną premedytacją 88 minut. Pozostańmy przy wersji, że jedyne 88, które przyjmujemy z otwartymi ramionami, to Crazy 88 z Kill Billa Tarantino. Zamykam przewód sądowy…
Ocena: 3/10

Ja niestety też muszę zabawić się w oskarżyciela, bo film mi się ewidentnie nie podobał. Rozleniwiona wlokąca się fabuła konsekwentnie dążąca ku upragnionemu końcowi. Scena finałowa … męczarnia. Przkro mi się oglądało Al’a Pacino w takiej roli. No ale cóż jak to już zostało zauważone ‘zawsze znajdzie się zepsute jabłko’. Równie dobrze mogłem iść do ogrodu botanicznego i tam szukać przeżyć, bo tempo akcji ‘88 minut’ osobiście przypomina mi właśnie to miejsce. Stracone 1,5 h.
Generalnie zgadzam się z Wami. Przeciętność, wtórność, nijakość. Za miesiąc nie będę pamiętał, że oglądałem taki film. Tylko Pacino szkoda…