
Tombstone
grudzień 2, 2007From now on I see a red sash, I kill the man wearing it. So run you cur. And tell the other curs the law is coming. You tell ‘em I’m coming! And Hell’s coming with me you hear! Hell’s coming with me!
|
|
Rok produkcji: 1993, USA Czas trwania: 130 minut Gatunek: Western Reżyseria: George P. Cosmatos Scenariusz: Kevin Jarre Zdjęcia: William A. Fraker Montaż: Roberto Silvi, Frank J. Urioste, Harvey Rosenstock Muzyka: Bruce Broughton Scenografia: Catherine Hardwicke, Gene Serdena, Mark Worthington, Kim Hix Produkcja: Sean Daniel, James Jacks, Bob Misiorowski Występują: Kurt Russell, Val Kilmer, Sam Elliott, Bill Paxton, Billy Zane |
Tak to już w życiu bywa, że zawsze znajdzie się wyjątek, potwierdzający regułę. Kilka dni temu napisałem, że The Unforgiven zamknął pewien rozdział w historii westernu, a filmy pojawiające się po nim, tylko bawią się konwencją. Przywołałem Truposza oraz Szybkich i martwych jako argumenty potwierdzające wyżej przytoczoną tezę. Dzisiaj biję się w pierś i pełny pokory przyznaję do rażącego niedopatrzenia. Mój błąd polega na pominięciu perełki, jaką jest Tombstone. Film ten powstał w 1993 roku, a więc rok po premierze The Unforgiven. Aby być pewnym jego rasowości, odnalazłem w Wikipedii definicję westernu, którą krok po kroku przeanalizuje. Tym razem bez niepotrzebnego pośpiechu, aby ważnych elementów nie pominąć.
Według internetowej encyklopedii:
Western filmowy charakteryzuje się stałymi właściwościami, podstawowe to:
- Tematyka związana z wydarzeniami historycznymi na Dzikim Zachodzie w drugiej połowie XIX w. (walki z Indianami, wojna secesyjna, budowa kolei transkontynentalnej, walka z rosnącą przestępczością, “gorączka złota” itp.).
Nie ma w Tombstone ani „gorączki złota”, ani nawet Indian czy kolei. Bez wątpienia jest jednak walka z rosnącą przestępczością. Kontrastowo zestawione postaci nie pozwalają mieć jakichkolwiek wątpliwości, kto jest przeciw prawu, a kto stara się je egzekwować. Plus dla Tombstone.
- Wyrazista akcja o dobitnie zarysowanym konflikcie dramatycznym (starcie sił reprezentujących wartości pozytywne z siłami zła), najczęściej powiązanym z wątkiem miłosnym.
Wątek miłosny to oczywiście Wyatt Earp i aktorka z przyjezdnego teatru. O konflikcie wspomniałem wcześniej. Kolejny plus.
- Główny bohater (kowboj, traper, szeryf, “jeździec znikąd”) odznaczający się budzącymi sympatię cechami: szlachetnością, odwagą, przedsiębiorczością, wielką sprawnością fizyczną i siłą - przedstawiony na tle uschematyzowanego zespołu postaci ubocznych (śmiała dziewczyna, prawy i odważny szeryf, bywalcy małomiasteczkowego saloonu, Indianie, złowrodzy przeciwnicy, lojalni przyjaciele).
Ograniczę się do stwierdzenia, że oprócz Indian w Tombstone jest wszystko, o czym mowa powyżej. Jeszcze jeden plus do kolekcji.
- Obowiązkowe składniki awanturnicze: strzelaniny, bójki, konne pościgi.
Po stokroć tak. Plus.
- Operowanie efektownymi plenerami Dzikiego Zachodu (rozległe prerie, skaliste wąwozy).
I ten warunek został przez twórców spełniony, więc wobec powyższych stwierdzeń, nie pozostaje mi nic innego, jak uznać klasyczność, jaką reprezentuje sobą Tombstone, wszak to doświadczalnie udowodniony western przez duże „W”.
Żeby zamknąć temat, wrócę jeszcze do tego, o czym wspomniałem na samym początku. Wyjątek! To jedno proste słowo mówi wszystko. Nie ma żadnych racjonalnych argumentów, które świadczą o prężności gatunku. Jest dokładnie na odwrót.
Ocena: 8/10.

8/10 wreszcie jakiś konkretny system oceniania, do którego można się odnieść.
Filmu jeszcze nie oglądałem, dlatego nic ciekawego nie napisze.
Do każdego można się odnieść, tylko trzeba chcieć:P A tak na poważnie… postaram się teraz przy każdym tytule zamieszczać ocenę w skali 1-10. Tak rzeczywiśćie sytuacja jest bardziej klarowna.