h1

Piraci z Karaibów. Na krańcu świata / Pirates of the Caribbean: At World’s End

listopad 23, 2007

End of the story… Czy aby na pewno?

Okładka

Rok produkcji: 2007, USA
Czas trwania: 168 minut
Gatunek: Komedia, Przygodowy
Reżyseria: Gore Verbinski
Scenariusz: Terry Rossio , Ted Elliott
Zdjęcia: Dariusz Wolski
Montaż: Craig Wood, Stephen E. Rivkin
Muzyka: Hans Zimmer
Scenografia: John Dexter, Cheryl Carasik, Rick Heinrichs
Produkcja: Jerry Bruckheimer

Na początek trailer Piratów z Karaibów: Na krańcu świata i opis dystrybutora.

Elizabeth i Will, wraz z kapitanem Barbossą, udają się w kolejną podróż, by uwolnić Jacka Sparrow. W drodze zmagają się z trudami rejsu oraz ze straszliwym Davy Jones’em. Docierają w końcu do Singapuru, gdzie spotykają przebiegłego chińskiego pirata Sao Fenga (Chow Yun Fat). Tam będą musieli stoczyć ostateczną bitwę, od której zależy ich własne życie oraz los całego pirackiego świata.

Wczoraj miałem okazję zobaczyć premierę Piratów z Karaibów: Na krańcu świata i oto moje spostrzeżenia…

W opisie dystrybutora, ze względu na gatunkową zwięzłość, pominięto wiele wątków pobocznych, ale wystarczy obejrzeć trailer, żeby zdać sobie sprawę ile naprawdę dzieje się w filmie. To, że scenarzyści poszli w tym kierunku wcale nie dziwi. Na krańcu świata jest przecież kontynuacją dwóch poprzednich części i byłoby dziwne, gdyby nagle z filmu przygodowego zmienił się w dramat obyczajowy. Pomysł trylogii Piratów z Karaibów powstał dość prozaicznie i jest motywowany typowo ludzkimi pobudkami. Sukces kasowy Klątwy Czarnej Perły (skazywanej przez krytyków na kompletną porażkę) połechtał próżność i wzmógł chęć zysku ludzi zaangażowanych w produkcję, co w prostej linii przełożyło się na kolejne odsłony. Tak się składa, że widziałem wszystkie i nasuwa mi się prosty wniosek. Im dalej tym gorzej…

Mogę natomiast zapewnić Was, że jeśli szukacie wrażeń to warto ten film zobaczyć (koniecznie w kinie!). Sztab realizujący go, zadbał o skondensowaną moc wrażeń, która nie pozwala się nudzić. Jak już wcześniej wspomniałem, trzecia część „piratów” jest opowieścią wielowątkową opartą głownie na zdradach i intrygach. Sprzeczne priorytety prowadzą do zaskakujących point i ciekawych zwrotów akcji. Szkoda tylko, że niektórych wątków bardziej nie rozbudowano, a jeszcze inne po prostu zacierają się na tle całości. Rozumiem, że Piraci z Karaibów: Na krańcu świata jest konsekwencją wypadku przy pracy nad Czarną Perłą, ale nie jest to dla mnie wystarczający powód, aby tak ważną kwestią jak fabularność traktować po macoszemu. Wstyd i hańba!

Spodziewacie się znakomitych efektów specjalnych i specyficznego, niewysublimowanego humoru? Nie zawiedziecie się. Szczególnie imponująca jest jedna z ostatnich scen, a mianowicie spektakularna konfrontacja „Czarnej Perły” i „Holendra”. Wszystko dzieje się w maksymalnie ekwilibrystycznych warunkach, a mianowicie wewnątrz ogromnego wiru powstałego pośrodku bezkresu słonej wody. Majstersztyk. Również mniejsze ingerencje speców od „efekciarstwa” robią dobre wrażenie (na przykład animacja twarzy Davy’ego Jones’a). Pod tym względem film jest bez zastrzeżeń.

A co z aktorstwem? Oczywistym jest, że w każdej superprodukcji muszą pojawić się super gwiazdy. Film Verbińskiego nie jest wyjątkiem. Podejrzewam, że takie postaci jak: Johnny Depp (Kapitan Jack Sparrow), Orlando Bloom (Will Turner), Keira Knightley (Elizabeth Swann), Geoffrey Rush (Barbossa) są Wam znane. Praktycznie każdy bohater jest charakterystyczny, posiada jakieś specyficzne cechy, indywidualny sposób porusza się, mówi inaczej od innych. Taka indywidualizacja postaci pozytywnie wpływa na cały obraz, urozmaicając go i sprawiając, że na dłużej pozostaje w pamięci. Nie jest to „wielkie dramatyczne granie”, ale od strony warsztatowej wygląda całkiem znośnie (szczególnie Deep i Rush – znakomity duet).

Większość ludzi, niezależnie od opinii mojej, krytyków, znajomych, czy chociażby Pani w kiosku i tak wybierze się do kina, bo widziało „Skrzynie umarlaka” i są ciekawi zakończenia. Wcale mnie to nie dziwi, bo ja też byłem ciekaw jak potoczą się dalsze losy „pirackiej ekipy”. Czasu poświęconego na film nie traktuje jako zmarnowanego bo w gruncie rzeczy dobrze się bawiłem. Ja jestem szczęśliwy bo miło spędziłem wieczór, producenci i dystrybutorzy, bo zarobili pieniążki… wszystko jak być powinno..

Ocena: 7/10

5 komentarzy

  1. Hmm… zastanawiam, się czy specjalnie zrobiłeś z Depp’a pana Głębokiego w przedostatnim akapicie…
    Wiem, że się czepiam:p
    pozdrówka


  2. Z pełną świadomością i premedytacją. Co najlepsze – w całej swojej bezczelności – mam wrażenie, że grubo się nie pomyliłem. Duet Depp & Ruch naprawdę zrobił na mnie wrażenie.


  3. I to takie głębokie wrażenie?? To już rozkminiam i zwracam honor:)


  4. Jeśli chodzi o to, czy zrobili na mnie wrażenie – tak, zrobili na mnie wrażenie. Czy było to “głębokie” wrażenie… sam nie wiem, nie ja użyłem tego słowa:) Mówiąc prościej… z sympatią oglądąłem ich wspólne poczynania;P Rozwiałem już wszelkie wątpliwosći?


  5. Pozostając w tym klimacie dogłębnie przemyślałem sprawę i czuję się niepłycej usatysfakcjonowany twoimi wyjaśnieniami:)



Dodaj komentarz