h1

Eragon

listopad 23, 2007

Odwieczna walka dobra ze złem…

Okładka

Rok produkcji: 2006, USA, Węgry, Wielka Brytania
Czas trwania: 104 minuty
Gatunek: Przygodowy, Familijny, Fantasy
Reżyseria: Stefen Fangmeier
Scenariusz: Peter Buchman, Lawrence Konner, Mark Rosenthal, Jesse Wigutow
Zdjęcia: Hugh Johnson
Montaż: Masahiro Hirakubo, Roger Barton
Muzyka: Patrick Doyle
Scenografia: Stuart Kearns, Elli Griff, Jonathan Hely-Hutchinson, Wolf Kroeger, Stuart Rose
Produkcja: Adam Goodman, Wyck Godfrey, John Davis, John A, John Davis
Występują: Edward Speleers, Robert Carlyle, Jeremy Irons, John Malkovich, Rachel Weisz


Właśnie skończyłem oglądać Eragona i nadal jestem w niezłym nastroju. Świadczy to o tym, że nie jest taki zły, jak się spodziewałem. Jak już wielokrotnie słyszałem - coś pomiędzy Harry Potter’em, a Władcą Pierścieni. Od tego małego okularnika nazwiskiem Potter znacznie lepszy, natomiast do Froda i jego ekipy dużo brakuje. Od siebie do tej mieszanki fantasy dołożyłbym jeszcze Ostatniego smoka i Opowieści z Narnii. Tak jak Atomówki, które powstają z “cukru, słodkości i innych pyszności”, tak Eragon stanowi syntezę wspomnianych przeze mnie opowieści.

Tym razem prostota i swoista naiwność działają na korzyść filmu (w przeciwieństwie do Kobiety w błękitnej wodzie). Szlachetni rycerze, piękne damy, honor, walka o ideały… po prostu poezja. Przeciętny chłopak, który ma szansę z dnia na dzień stać się bohaterem, cyniczny i zgorzkniały rycerz (niezła rola Jeremy Irons’a), który próbuje odzyskać splendor oraz wiecznie obecna “ciemna strona mocy”, która już powinna zacząć się modlić o litość. Kurczę, czasami żałuję, że nie urodziłem się 500 lat temu. Zło i występek nie miałyby szans. A tak na poważnie, to znakomicie bawiłem się oglądając Eragona. Od samego początku do samego końca coś się dzieje, także nie sposób się nudzić. Efekty specjalne, pojedynki oraz sceny latania nie są złe, ale pozostaje lekki niedosyt, bo ten potencjał można by jeszcze bardziej wyeksploatować i stworzyć coś naprawdę spektakularnego.

Mój kolega po seansie Piratów z Karaibów: Na krańcu świata powiedział, że jeśli oglądać “odmóżdżacze” to właśnie takie. Zgadzam się z Nim i myślę, że nie byłoby grzechem dołożyć do tego grona również Eragona. Jedyne czego mi brakowało to odrobinę więcej humoru. Każdy dobry film przygodowy zyskuje na jakości poprzez kilka śmiesznych epizodów, czy też groteskowych postaci, uwikłanych w niecodzienne sytuacje (patrz: Indiana Jones, Piraci z Karaibów), a tutaj żartów jest niestety jak na lekarstwo.

Nie jest to kino najwyższych lotów, ale po obejrzeniu nie odbija się czkawką. Mnie się podobało i z lekką nutką niepewności czekam na kolejną część. Ciekawe jak potoczą się dalsze losy głównych bohaterów…

Ocena: 6/10

Zostaw komentarz