
Tropiciel / Pathfinder
listopad 21, 2007Two worlds. One war. The ultimate battle begins.
|
|
Rok produkcji: 2007, USA, Kanada Czas trwania: 100 minut Gatunek: Przygodowy Reżyseria: Marcus Nispel Scenariusz: Laeta Kalogridis Zdjęcia: Daniel Pearl Montaż: Glen Scantlebury, Jay Friedkin Muzyka: Jonathan Elias Scenografia: Lin MacDonald, Geoff Wallace, Greg Blair Produkcja: Arnold Messer, Mike Medavoy, Marcus Nispel Występują: Karl Urban, Jay Tavare, Nicole Muñoz, Michelle Thrush |
Z reguły, kiedy pisze notkę na temat obejrzanego filmu, staram się tylko delikatnie zasugerować, jakie jest moje zdanie na jego temat. Nie jestem znawcą kina, a moje spostrzeżenia wynikają, zgodnie z tytułem bloga, z subiektywnych odczuć i w żadnym stopniu nie mogą być decydujące. Dodam oczywiście, że bynajmniej nie mam takich aspiracji. W przypadku Tropiciela postanowiłem jednak przyjąć bardziej kaznodziejski ton. Dzieje się tak, dlatego że niezależnie od różnych gustów, preferowanych gatunków filmowych czy stopnia tolerancji ten film jest po prostu słaby na każdej płaszczyźnie.
Fabuła bazuje tutaj na lapońskiej legendzie z X wieku. Dotyczyła on chłopca pragnącego zemsty na barbarzyńskim plemieniu, które w przeszłości zamordowało jego rodzinę. Twórcy film uznali chyba, że to zbyt banalne i wpadli na „genialny” pomysł: a dlaczego by nie przenieść akcji do Ameryki; na kontynent, który jeszcze przez 600 lat miał pozostać nie odkryty przez Kolumba?. Jak pomyśleli tak zrobili, ale niestety ze szkodą dla widza. Skonfrontowanie opancerzonych i uzbrojonych wikingów z plemionami indiańskimi, które do walki używają ociosanych kijów wypada co najmniej groteskowo. Nie wiem, co było priorytetem przy castingu do Tropiciela, ale raczej nie umiejętności aktorskie. Postaci poza tym, że są bardzo mizernie zagrane to jeszcze całkowicie jednowymiarowe. Żadna z nich nie została w najmniejszym stopniu pogłębiona. Powierzchowność w najgorszym wydaniu. Nieźle by było, gdyby zaoszczędzone przy obsadzie pieniądze zainwestowano w dobre efekty specjalne. Filmy akcji opierają się głównie na nich i pewne niedostatki kadrowe można by ukryć, fundując odbiorcom tak zwaną „jazdę bez trzymanki”. Ku mej rozpaczy i tutaj pudło. Sceny walk są chaotycznie sfilmowane, a komputerowe ingerencje bardzo widoczne (szczególnie w scenie z lawiną). Nawet gdybym chciał, nie widzę żadnych pozytywnych stron. Przykre, ale prawdziwe…
Nawiązując do kaznodziejskiego tonu i większej sugestywności: Nie oglądajcie tego filmu, bo naprawdę nie warto. Odczuwalna do szpiku kości strata czasu połączona z nieustającymi wyrzutami sumienia. Nie życzę Wam tego…
Ocena: 3/10
